Próba znalezienia wolnych miejsc w restauracjach w W-wie dzień przed Walentynkami 2004 graniczyła z cudem, obdzwoniłem chyba z dziesięć lokali, od kuchni włoskiej, przez meksykańską aż po chińską włącznie i w każdej z nich "wszystkie miejsca były już zarezerwowane". Swoją drogą ciekawa, sprawa że nikt z obsługi nie spytał mnie o której godzinie chcę przyjść - widocznie rezerwacje obejmowały cały dzień ;-) W końcu zdesperowany zacząłem szukać w internecie i pierwszy strzał w
www.pogodzinach.pl był strazłem w dziesiątkę. "Adler" początek listy restauracji - kuchnia niemiecka - razem z żoną uwielbiamy tłuste żarcie, a że Niemcy jedzą w miarę tłusto postanowiłem spróbować. Przede wszystkim obsługa telefoniczna starała się pomóc, w przemiły sposób zaangażowawszy kilka osób personelu, uzgodniliśmy w jakich godzinach znajdzie się wolny stolik dla dwojga mimo, że tu również wszystkie miejsca były już zarezerwowane. Lokal z zewnątrz robi miłe wrażenie - okrągły budynek ze zwracającymi na siebie uwagę okiennicami - już nam się podoba. W środku rewelacja - osobiście zaliczyłem w życiu wiele restauracji od barów mlecznych w Polsce i Grecji po wykwintne restauracje w Norwegii, Niemczech i Francji i to co najbardziej mi odpowiada to styl, który pozwala skupić się na jedzeniu i towarzyszach biesiady, a nie na sztywnych i krępujących strojach, zachowaniu kelnerów i gości wkoło, ale też bez przegięcia w drugą stronę. Dlatego styl niemieckiej tawerny jest tym co lubię najbardziej - tu polecam Rewelacyjną "knajpę" BarFusser w Norymberdze - rewelacyjny klimat i jadło. U Adlera klimat jest podobny - rewelacyjne wnętrze jak z innej (minionej niestety) epoki, dużo drewna, kamienia i detali nadających lokalowi ciepła i przytulności. Jest klima, stoliki oddalone od siebie na tyle żeby nie zaglądać sobie w talerze i na tyle blisko żeby nie czuć sie jak na środku sceny. Szatnia darmowa, kelnerzy uprzejmi i sprawni, czas oczekiwania na zamówione dania dosć długi ale nie na tyle żeby zacząć się poważnie niepokoić, że zostaliśmy zapomnieni. I teraz jadło: przede wszystkim, żałujcie że nie widzieliście oczu mojej żony gdy dostała zamówionego sznycla, był wielkości beretu :-) ja zamówiłem golonko w piwie i dostałem dwa sporych rozmiarów golonka oblane pysznym sosem, spodziewałem się co prawda bardziej spieczonej skórki ale i tak żarcie było rewelacyjne. Objadłem się tak, że ledwo wyszedłem na własnych nogach - mówię serio. Co do piwa to oczywiście Weiss Bier (mętne piwo o delikatnym smaku - jak dla mnie rewelacja, coś czego brakowało mi w Polsce długo jeszcze po każdym z powrotów z Niemiec). Kelnerzy nie natrętni, wręcz uprzejmi, czujnie reagowali na każdy gest z naszej strony (dolewanie piwa, desery itp) a jednocześnie szybko usuwali puste talerze. Ceny - hmm jak dla mnie jak zawsze zbyt wysokie ale warto. Obiad dla dwojga, który zajął nam 2 godziny to około 160 zł, ale spokojnie moglibyśmy zjeść połowę i bylibyśmy najedzeni. Napiwki wliczone w cenę i wyszczególnione na rachunku - wszystko w niemieckim porządku :-) Na końcu miłe pożegnanie ze strony zarówno kelnera, który nas obsługiwał jak i personelu "niezwiązanego" z naszym stolikiem. Pan szatniarz pomógł mojej żonie nałożyć płaszcz - czego niegdzie dotąd nie doświadczyłem (nawet w restauracjach w których obiady były kilkakrotnie droższe, a ilości gwiazdek na szyldach wskazywałyby "pełen wypas"). Wróciliśmy z Adlera bardzo zadowoleni, jedyny minus to brak oddzielnej sali dla palących - my nie palimy więc jest to trochę dokuczliwe ale to typowo niemiecki zwyczaj, tam wszyscy kopcą wszędzie i mają gdzieś innego Niemca i cudzoniemca :-) Reasumując: jedzenie 4+ a nawet 5; Obsługa 5 - uratowali mi Walentynki i bez zadnej łachy - po prostu profesjonalizm; Wystrój i organizacja wnętrza 4 - styl na 5, palacze - fuj. Polecam warto :-)