dionizos
(użytkownik niezarejestrowany)
2011-10-13 20:01:00
Mieliśmy nieprzyjemność "stołować się" z żoną w China Park w dniu dzisiejszym. Lokal wygląda schludnie i przyjemnie jak na "chińczyka" w centrum handlowym. Czerwone lampiony, cicha muzyczka z dalekiego wschodu, czysto i przyjemnie. Weszliśmy o 17-stej i nie było żywej duszy, co nas lekko zdziwiło. Niezbyt przypadło nam do gustu to, iż na wszystkich stolikach były wystawione talerze a obok nich leżały sztućce. Wolę jednak dostać sztućce przed posiłkiem w jakiejś serwetce, w którą mogę je wytrzeć lub/i w koszyczku. W nic niezawinięte i czekające na stole na klienta przez cały dzień (miejmy nadzieję że nie „dni”) to jakiś chory pomysł. To nie jest stół wigilijny. Poprosiliśmy o menu i z lekka się zdziwiliśmy. Preferujemy lokale, które mają dość krótkie menu 10-20 dań. Wtedy mam większą pewność, że składniki są świeże a kucharz naprawdę ma te dania „opanowane”. W China Park mamy wybór „od sasa do lasa”, około 70 dań licząc zupy i przekąski, w tym takie „rarytasy” jak: penis byka z rzodkiewką, bycze jaja z kiełkami, żołądek wieprzowy z papryką chili, gęsie szczęki, nerki wieprzowe, ozorki kacze czy jelito grube z porem (spisane z menu na stronie internetowej bo nie mogliśmy uwierzyć na miejscu). Postanowiliśmy nie ryzykować i zamówiliśmy najprostsze i sprawdzone „u chińczyka” dania: kurczak smażony w sosie curry i kurczak w sosie słodko-kwaśnym. Tradycyjnie i bez polotu :) Trochę zraziła nas cena wynosząca po 26zł za każdy posiłek, gdy zazwyczaj „u chinola”, u którego czasami zamawiamy kosztują one 16zł. Jakież było nasze zdziwienie, gdy kelner zapytał się „co do tego”, gdyż jak wyjaśnił, na razie zamówiliśmy samego kurczaka. Szybkie wertowanie menu i poprosiliśmy o to co najtańsze: ryż z warzywami (po 6zł od osoby) i surówkę z kapusty (po 7zł). Zapytaliśmy ile będziemy czekać na jedzenie (licząc na 15-25 minut jak na świeżo przyrządzane żarcie przystało). Kucharz rozbrajająco stwierdził: „do 8 minut”. Po odejściu kelnera, wymieniliśmy kilka niecenzuralnych uwag i zacisnęliśmy zęby mając jeszcze nadzieję na jakieś niezwykłe dania, przynajmniej takie jak w „u chińczyka” w Londynie.
Otrzymane po kilku minutach dania to było chyba najgorsze kulinarne przeżycie jakiego doświadczyliśmy. Kurczak smażony curry to kawałki mięsa kurczaka kiepskiej jakości (ze ścięgnami, kawałki skóry), niedosmażony, wymieszany z kawałkami papryki i cebuli, bez smaku, a tym bardziej smaku curry, zupełnie nieostry, odrobina sosu (na pewno nie curry chyba sojowego). Kurczak słodko-kwaśny to kurczak w cieście(!) oblany jakimś sosem tak, że ciasto nasiąkło i zmieniło się w papkę przed podaniem, również z kawałkami papryki, cebuli i ananasa, słodki ale nie kwaśny. Ryż z warzywami to ryż biały z kilkoma ziarenkami dzikiego, nie sypki, zlepiony w grudki, posypany czymś w rodzaju Vegety (to chyba te warzywa do ryżu). Sałatka z kapusty podkisła. Według mnie to było na 100% zamrażarka+mikrofala. „Podziubdzialiśmy” w jedzeniu chwilkę i zrezygnowaliśmy. Na obiad były kanapki w domu.
Nigdy jeszcze nie zamieszczaliśmy negatywnych opinii na temat restauracji, ale tak wk….ni jak dzisiaj jeszcze nie byliśmy wychodząc z „restauracji”. China Park to najgorszy „chinol” jakiego mieliśmy okazję próbować i dodatkowo za kosmiczną cenę (78zł za kurczaka dla dwojga). Daję im pół roku na Skoroszach.
A można było pójść na sushi…